Nienależne wynagrodzenie biegłych sądowych


Po zapoznaniu się z niektórymi opiniami biegłych w sprawach sądowych, następnie zaś z postanowieniami sądów o przyznaniu tym biegłym wynagrodzenia, przysłowiowy nóż się w kieszeniach otwiera, zwłaszcza w kieszeniach stron postępowania.
Nieraz już słyszałam w kancelarii pytanie: ALE KTO ZA TO BĘDZIE PŁACIĆ?
źródło: raciborz.sr.gov.pl
 Z prawem jest tak, że są to ogólne reguły postępowania, stworzone przez społeczeństwo i dla społeczeństwa. Jeśli więc nie ma jakiejś szczególnej klęski legislacyjnej, to zazwyczaj te reguły są logiczne i odpowiadają poczuciu sprawiedliwości i przyzwoitości. Nie trzeba być zazwyczaj prawnikiem, żeby wiedzieć, czy można coś zrobić czy nie można.

Jest też zasadą ogólnie przyjętą w stosunkach międzyludzkich, że jeśli komuś zlecamy wykonanie jakiegoś zadania, to płacimy mu za wykonanie tego zadania, a nie za to, że ta osoba po prostu istnieje bądź że zrobiła akurat zupełnie inne zadanie, z którego jest bardzo zadowolona, choć ono do niczego nam jest niepotrzebne. Dajmy na to, jeśli zlecę komuś uszycie sukienki w dwa tygodnie, a ta osoba przyniesie mi dwie pary za dużych na mnie butów - i to po roku - to czy proszę Państwa należy jej się wynagrodzenie tylko z tego powodu, że zgodziła się uszyć sukienkę oraz że jest z wykształcenia krawcem po pięciu krawieckich uniwersytetach?

No chyba nie. Dlatego właśnie zastanawia mnie, dlaczego sędziowie przyznają wynagrodzenie biegłym, którzy wydają opinie kompletnie nieprzydatne dla sprawy.
W praktyce (dla stron) jest to ogromny problem. Mam taką sprawę, w której biegły złożył opinię, której naprawdę nikt nie rozumiał. W kategoriach pragmatycznych nie wiedzieliśmy nawet dla kogo ta opinia była "korzystna". Sąd przyznał biegłemu na jego prośbę wynagrodzenie w horrendalnej wysokości, co zaskarżyłam. Czekaliśmy ponad rok na rozstrzygnięcie zażalenia w sprawie kosztów, o ten rok opóźniło nam to rozstrzygnięcie sprawy. Było przy tym oczywiste, że sąd powoła innego biegłego. Sąd powołał kolejnego biegłego, a temu pierwszemu... ostatecznie przyznał wynagrodzenie obniżone o połowę. Nadal kilka tysięcy złotych. Kwotę tę opłaci strona przegrywająca sprawę. Nie zaskarżyłam już tego nadal niesprawiedliwego postanowienia, bo wiem, że na kolejne rozstrzygnięcie moi klienci czekaliby kolejny rok. A sprawa nadal jest w toku.


Ostatecznie ktoś jednak ten rachunek zapłaci. Za opinię mierną, którą nawet nie wypada nazywać opinią. Co jest zjawiskiem powszechnym, niestety. Nie dość, że miesiącami (czasem latami) czekamy na jej wydanie, to jeszcze dostajemy bubel.

Ostatnio zaś otrzymałam opinię, która nie zawiera odpowiedzi na żadne z postawionych pytań. Wykonanie jej zajęło biegłym ponad dwa lata. Jest to wielce interesujące, bo biegły ponosi odpowiedzialność karną, jeśli jego opinia jest nieprawdziwa. Jeśli jednak wcale nie odpowiada na postawione tezy, to trudno jej zarzucić fałszywość, nieprawdaż? W tej sprawie też już zasądzono biegłym wynagrodzenie. Gdybym je zaskarżyła, co prawdopodobnie nie przyniosłoby żadnego skutku (opinia jest sporządzona przez aż trzech biegłych, notabene lekarzy z tytułami naukowymi), sprawa Klientki odwlekłaby się z pewnością co najmniej o kolejny rok, na co trudno sobie pozwolić.

Tymczasem zastanawiam się, czy sędzia, któremu krawiec uszłyby za dużą sukienkę zamiast zgrabnych spodni, zapłaciłby za wykonaną usługę.

Mam nadzieję, że ta sytuacja się zmieni. Że będziemy mogli przychodzić do sądów po sprawiedliwość, którą gwarantować nam będą również niezależni, wykształceni fachowcy. Że nie będziemy musieli podejmować decyzji w stylu greckiej tragedii: czy zaskarżać absurdalne postanowienie o zapłacie za bezwartościowe opinie, tym samym narażając klienta na stratę kolejnego roku postępowania  - czy liczyć na to, że sprawę wygramy – i to nie my ostatecznie poniesiemy nienależne koszty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz :-)